Rynek jest wręcz zalany małymi 2-kanałowymi interfejsami. Zwrócić uwagę potencjalnych nabywców nie jest łatwo. Niemniej są marki, które cieszą się od lat uzasadnioną estymą – jedną z nich jest bez wątpienia Apogee słynące z rewelacyjnie brzmiących, najwyższej klasy studyjnych konwerterów analogowo-cyfrowych i cyfrowo-analogowych. Czy nieco splendoru z tych topowych rozwiązań Apogee jak choćby seria Symphony spłynęło na ten niedrogi interfejs? Czy faktycznie BOOM jest BOOM? :-) Szepnę jeszcze tylko słówko dla braci pro audio szukającej optymalnego interfejsu do pomiarów w programach SMAART i OpenSoundMeter - Apogee BOOM ma cyfrowo sterowany GAIN...
Radek Barczak
Gdy jest się użytkownikiem interfejsów Apogee od pierwszej generacji interfejsu DUET (jeszcze na FireWire), przez DUET 2, Quartet, po Symphony Desktop, pojawienie się niedrogiego – wręcz taniego interfejsu od tego producenta budzi swego rodzaju niepewność... No bo jak w tej cenie można zbliżyć się do jakości przetworników na przykład Symphony Desktop?

Z takimi myślami zabierałem się za testy Apogee BOOM. I od samego początku interfejs mnie pozytywnie zaskakiwał. Ot, choćby swoją „fizis” - wygląda nieco nonszalancko z tym fioletem metalowego korpusu, ale i sympatycznie, nieomal wesoło :-) Obudowa jest solidna i nielekka, choć nie na tyle ciężka, żeby kable nie potrafiły przesuwać interfejs na blacie biurka. Natomiast fajnym rozwiązaniem jest swoisty „tunel” w podstawie obudowy, w którym można położyć kabel od słuchawek lub kable wejściowe do przedniego panelu.

Prawdziwe WOW wywołał widok wnętrza interfejsu. Po pierwsze dobór układów wzmacniających, przetworników AC i CA i matrycy DSP świadczy o ogromnej dbałości o najwyższą jakość dźwięku. Tu nie ma mowy o oszczędnościach i kompromisach! Zastosowano 32-bitowe przetworniki analogowo-cyfrowe i cyfrowo-analogowe mogące pracować z próbkowaniem od 44.1 kHz do 192 kHz.

Na wejściach mamy audiofilski przetwornik TI TLV320ADC6120 Burr-Brown oferujący 123 dB dynamiki (!). Za wzmocnienie sygnału mikrofonów odpowiada specjalizowany układ scalony OPA1656, który przy niskim zasilaniu gwarantuje lepszą jakość, niż przedwzmacniacze zbudowane na elementach dyskretnych zasilanych przetwornicami. Wejściowy układ mikrofonowy oferuje 62 dB wzmocnienia, co pozwala bez problemu pracować z klasycznym Shure SM7B. Co prawda przy wzmocnieniu ponad 50 dB pojawia się już delikatny szum, ale 50 dB już wystarcza, by bez problemu wzmocnić sygnał wokalisty śpiewającego do SM7B.

Procesor ARM Cortex M7 w układzie MIMXRT1051DVL6B odpowiada za funkcjonalności sprzętowo realizowanego pokładowego miksera i za sprzętowe przetwarzanie dla obu kanałów wejściowych wtyczki ECS Channel Strip. O tym procesorze później, bo to arcyciekawa sytuacja B-) Jak każdy układ DSP, wprowadza on opóźnienie zwane latencją. Im wyższa częstotliwość próbowania, tym opóźnienie niższe. Dla częstotliwości 44,1 kHz latencja DSP miksera wynosi 2,13 ms. Ale już dla 48 kHz 1,83 ms. Dla 96 kHz jest to 0,9 ms, a dla 192 kHz zaledwie 0,45 ms :-)

Mikser obsługuje dwa wejścia analogowe i dwa cyfrowe stereofoniczne źródła odtwarzania sygnałów, które można routować niezależnie. Mikser ma też dwa stereofoniczne kanały wyjściowe – para analogowych wyjść liniowych i stereofoniczne wyjście słuchawkowe. I tu dochodzimy do w zasadzie jedynego „zonku” w testowanym interfejsie. Skoro mamy dwa stereofoniczne cyfrowe powroty z aplikacji, to w DAWie spokojnie można by wypuścić osobny miks dla realizatora – na wyjścia liniowe, do których podłącza się odsłuchowe monitory studyjne, a drugi niezależny miks można wysłać na wyjście słuchawkowe. I tu – TADAM! - okazuje się, że albo rybki, albo akwarium :-P Włożenie wtyku w gniazdo słuchawkowe ROZŁĄCZA wyjścia liniowe. Odsłuch – mimo możliwości ustawienia niezależnych źródeł dla wyjść liniowych i wyjścia słuchawkowego – działa tylko na jednym wyjściu. Albo wyjście liniowe, albo wyjście słuchawkowe. Mi to wygląda wręcz na dywersję :-P Albo konstruktorzy z Apogee się przestraszyli, że zrobili grubo za dobry i za tani interfejs audio... :-P
Ale skoro włożenie wtyku w gniazdo słuchawkowe jest wyposażone w blaszkę rozrywającą sygnał dla wyjść liniowych, to otwiera się interesująca opcja do modów Apogee BOOM. Może wystarczy zalutować inny typ gniazda jack 1/4” TRS? Albo „uszkodzić” element rozrywny sygnału? B-) I to jest prawdziwe i mocne BOOM! :-) Ale wróćmy do opisu funkcjonalności i budowy interfejsu...

Do wejść są przypisane dwa sprzętowo przetwarzane procesory channel strip – to klasowy, powszechnie chwalony za doskonałe brzmienie 3-pasmowy korektor uzupełniony o filtr zaporowy regulowany w zakresie 20 – 300 Hz, nieźle się sprawdzający kompresor z automatyczną kompensacją Gain i znakomitą funkcjonalnością kompresji nowojorskiej / równoległej oraz układ Drive pozwalający dodać przyjemnie brzmiące zniekształcenia. Zastanowiło mnie, że wielu testujących podkreślało „muzyczność” korektorów – postanowiłem się im bliżej przyjrzeć. Co się okazało?
Zacznijmy od filtru zaporowego - ma charakterystykę nachylenia 12 dB/oktawę. Standardowo filtry zaporowe przesuwają fazę sygnału o 90° na każde 6 dB/oktawę. Czyli filtr o nachyleniu 12 dB/oktawę powinien przesunąć sygnał o 180°. Tymczasem po włączeniu filtru nic takiego się nie dzieje!?!?!?!? Faza zostaje przesunięta o 12°... Ale jak?!?!?!? Co więcej – filtry półkowe z dobrocią Q=1 przy wartości +/-15 dB przesuwają fazę o 60°. Niby tragedii nie ma – to o niebo lepsza alternatywa, niż używanie filtrów zaporowych. Ale okazuje się, że filtry półkowe nie przesuwają fazy o 60°, tylko o... 8°! Analogicznie średniozakresowy filtr o charakterystyce dzwonowej również obchodzi się z fazą delikatnie praktycznie nie degradując fazy :-P No bo przesuniecie o 8° w stosunku do „normalnego” filtru przesuwającego fazę dźwięku o 60° jest właściwie niezauważalne. Dlaczego o tym piszę?
Bo to dzięki zminimalizowaniu przesunięć fazowych przetwarzany przez korektor ECS Channel Strip brzmi naturalnie. Wyjaśnijmy sobie, dlaczego niezniekształcona odpowiedź fazowa jest tak istotna dla jednorodności brzmienia. Podzielmy sobie w głowie na przykład sygnał werbla, powiedzmy na 149800 prążków co 1 Hz od 20 Hz do 15 kHz. Uderzenie w werbel stanowi jednorodny sygnał w pełnym zakresie pasma. Akustycznie dociera do nas w jednym czasie jako źródło punktowe. Ale jeśli użyjemy filtrów zaporowych i dodatkowych filtrów, każdy z kolejnych „prążków” częstotliwości co 1 Hz będzie... opóźniony. Zamiast jednego uderzenia otrzymamy „rozwleczony” sygnał kolejno następujących po sobie permanentnie poopóźnianych częstotliwości. Zamiast jednego punktowego uderzenia otrzymamy „mydło”. To znakomite brzmienie ECS Channel Strip zawdzięcza między innymi absolutnie minimalnym – wręcz pomijalnym - przesunięciom fazowym.

Tor wyjściowy oferuje równie wysoką jakość. Producent zastosował układ ESS Sabre ES9010K2M – 32-bitowy (!!!) przetwornik z 8-krotnym oversamplingiem zapewniający dynamikę 116 dB i odstęp sygnału od szumy >106 dB. Za wzmocnienie dla słuchawek odpowiada układ scalony OP1688 – wydajny wzmacniacz słuchawkowy o doskonałych parametrach dający mocny sygnał o poziomie wystarczającym do komfortowego odsłuchu podczas nagrywania, o miksowaniu nie wspomnę...
Ważne, że Apogee „odbraziło się” na systemy Windows – Apogee BOOM jest wyposażany zarówno w sterowniki i aplikację miksera dla systemów MacOS od 10.15 wzwyż, jak w Windows 10 i nowszych. To oznacza, że znacznie szersze grono może doświadczać znakomitego brzmienia Apogee.
Na koniec pogadajmy o brzmieniu. Dawno dawno temu, dwie rzeczywistości wstecz :-P , w zasadzie na samym początku funkcjonowania moich portali, dzięki uprzejmości ś.p. Jacka Domańskiego – założyciela firmy AudioTech Pro - przeprowadziliśmy w jego studiu test odsłuchowy wielu modeli interfejsów audio. Wielość osób odsłuchujących, dwie pary monitorów odsłuchowych i uśrednienie wyników potwierdziło, że poszczególne interfejsy BRZMIĄ inaczej. Mam nadzieję, że się ze mną zgodzicie... Nie wychodzi to wprost w pomiarach, ale interfejsy Apogee od zawsze mnie fascynowały swoim brzmieniem. Od pierwszego testowanego przeze mnie Apogee Ensemble (wówczas marzenie ściętej głowy...), przez DUET 1. generacji, Symphony 1. generacji, DUET 2. generacji, Apogee Quartet i wreszcie Symphony Desktop – brzmienie mnie urzekało. W przeciwieństwie do pewnego niemieckiego – wszak równie doskonałych urządzeń, a pod pewnymi względami doskonalszymi, które dla mnie brzmiały chłodno, surowo, chirurgicznie, ale z muzycznością niewiele miało wspólnego, brzmienie Apogee mnie zachwycało, ujmowało, łatwiej mi się miksowało na interfejsach Apogee. A przecież w końcu o to chodzi... Żeby łatwiej się pracowało :-) a efekty
naszej pracy były bardziej przewidywalne. Apogee BOOM – mimo zatrważająco niskiej ceny jak na Apogee – jest pełnoprawnym członkiem rodziny Apogee. Oczywiście, bezpośrednie porównanie brzmienia miksów na Apogee BOOM i Symphony Desktop ujawnia różnice w ilości szczegółów, a przede wszystkim w precyzji obrazu stereo w miksie. Ale... mimo to Apogee BOOM jest wiarygodnym narzędziem zarówno do nagrywania, jak do miksowania. W tej cenie nie znam lepiej brzmiącego interfejsu w cenie do 1000 zł. A gdyby „zmodować” wyjście słuchawkowe, Apogee BOOM nie miałby sobie równych B-) 3:) Szukacie taniego interfejsu oferującego relatywnie najlepsze brzmienie i funkcjonalność – odpowiedź jest prosta. BOOM BOOM BOOM.

I jeszcze jedno – dzięki cyfrowo sterowanemu przedwzmacniaczowi (cyfrowy GAIN !!!), Apogee BOOM doskonale nadaje się jako skalibrowany interfejs audio do pomiarów akustycznych w takich aplikacjach, jak SMAART czy OpenSoundMeter. Od czasu uszkodzenia się oryginalnego interfejsu SMAART I/O (chlip chlip), Apogee BOOM skutecznie mi służy jako interfejs pomiarowy. Niezawodnie. Polecam.
Do testów dostarczył: ESS Audio